niedziela, 12 marca 2017

"Sprawa Niny Frank" Katarzyna Bonda - recenzja

 Autor: Katarzyna Bonda

Tytuł: Sprawa Niny Frank

Liczba stron: 411

Rok wydania: 2015

Wydawnictwo: MUZA SA




 Każdej nocy przed zaśnięciem wyobrażam sobie, jak drżysz, gdy coraz mocniej zaciskam dłonie na twojej alabastrowej szyi. Wyraźnie widzę twoją piękną twarz wykrzywioną w grymasie bólu i czuję rozkosz. Jestem wtedy silny. Jestem Kimś. Panuję nad życiem i śmiercią. To takie podniecające. Już nic nie jest w stanie mnie powstrzymać.


"Sprawa Niny Frank" Katarzyna Bonda





Mocne prawda? Nie bez powodu Bonda została okrzyknięta Królową Polskiego Kryminału. Po przeczytaniu zachwalanego przez wszystkich „Pochłaniacza” postanowiłam sięgnąć po „Sprawę Niny Frank”. Trochę musiałam się naczekać – w Bibliotece ludzie ustawiali się po nią w kolejce. Wypożyczyłam ją z ciekawości i niestety troszkę się zawiodłam się zakończeniem, ale dlaczego, to napiszę Wam później.

W powieści poznajemy Huberta Meyera, który z zawodu jest profilerem – psychologiem śledczym. Jego zadaniem było rozwikłanie zagadki śmierci Niny Frank, uwielbianej serialowej aktorki.

W czasie śledztwa Meyer napotyka wiele trudności. Wraz z postępowaniem śledztwa poznajemy też środowisko celebrytów, które zostało tu przedstawione dość niepochlebnie. Wydawałoby się, życie bohaterki opierało się na graniu i wiecznym imprezowaniu. Jednak to okryta tajemnicą przeszłość bohaterki stanie się kluczem do ukończenia śledztwa i rozwiązania zagadki.



Książkę czyta się dobrze: język jest prosty, książka była pisana lekkim piórem. Jeśli chodzi o postacie, to są one niejednoznaczne, powiedziałabym wręcz wielowymiarowe. Sama fabuła wciąga, akcja jest dynamiczna. Wydaje mi się, że nawet bardziej, niż w „Pochłaniaczu”. Moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie zostały dodane dwa ostatnie rozdziały, ponieważ tak naprawdę niczego nie wnoszą, i niestety psują zakończenie dość dobrej powieści.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz