poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Pax – Sara Pennypacker. Recenzja

Autor: Sara Pennypacker

Tytuł: Pax

Liczba stron: 296

Rok wydania: 2016

Wydawnictwo: IUVI

Źródło okładki:www.iuvi.pl







Fascynująca opowieść o chłopcu i jego lisie (lub lisie i jego chłopcu), o stracie i miłości, dzikiej przyrodzie i wolności oraz wojnie. Dynamiczna akcja, prawdziwe emocje i uniwersalne tematy czynią czynią z niej nowoczesną klasykę na miarę „Małego Księcia”.

Ten opis, który znajdziemy na odwrocie, skłonił mnie do przeczytania tej książki. „Małego Księcia” czytałam milion razy i zawsze do niej wracam. Dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok „Paxa”.

Na wstępie poznajemy dwójkę głównych bohaterów: Petera i „jego” lisa Paxa. Jest to przykry początek, ponieważ chłopiec, zmuszony przez wyruszającego na wojnę ojca, zostawia swojego najlepszego przyjaciela na skraju lasu. Po pewnym czasie jednak chłopiec zdał sobie sprawę, że popełnił wielki błąd. Bardzo tęskni za swoim rudym przyjacielem i postanawia wyruszyć w podróż, by go odnaleźć.

Akcja toczy się na dwóch planach naprzemiennie: raz towarzyszymy lisowi, raz Peterowi. Obydwaj bohaterowie są ze sobą mocno związani. Z czasem jednak uświadamiają sobie, gdzie jest ich miejsce i jak powinni żyć. Lis na nowo musi się nauczyć, jak żyć w lesie oraz odkryć świat ludzi i zwierząt.

Pax” to również opowieść o emocjach i o trudnej relacji ojca z synem. Na kartach książki obserwujemy, jak Peter dojrzewa. Za sprawą Voli, starszej pani mieszkającej w swojej pustelni, zdaje sobie sprawę, że on i lis stanowią nierozerwalną jedność. W opowieści pojawiają się rozmyślania filozoficzne na temat jedności człowieka i otaczającego go świata.

Autorka pokazuje również niszczący wpływ wojny na człowieka. Lisy walczących ludzi określają mianem „zarażonych wojną”. Wojna ma też destrukcyjny wpływ na naturę. Zbiera swoje żniwa – w brutalny sposób burzy równowagę świata i zabija niewinne istoty. Tak jak powiedział stary lis, Szary:

Jest taka choroba, która czasami dopada lisy. Sprawia, że przestają być sobą i atakują obcych. Wojna to taka choroba, tylko u ludzi. (…) Tam, gdzie żyłem z ludźmi, przyszła wojna. Wszystko zostało zniszczone. Wszędzie był ogień. Śmierć dosięgła nie tylko zarażonych wojną dorosłych samców, ale też dzieci, matki, stare osobniki ich własnego gatunku. Wszystkie zwierzęta. Ludzie zarażeni tą chorobą niszczą wszystko na swojej drodze.

Sama Vola też została dotknięta wojną, sama w przeszłości musiała brać w nich udział. Pewne wydarzenie jednak odbiło piętno na jej psychice. Żyje na pustkowiu z dala od ludzi, bo nie chce już nigdy więcej nikogo skrzywdzić. Jej myślenie zacznie się powoli zmieniać, kiedy spotka na swojej drodze Petera.

Treść urozmaicają piękne ilustracje Jona Klassena.

Tak jak chodzi się do teatru, by doświadczyć katharsis, ja przeżyłam oczyszczenie w trakcie czytania tej książki. Jest ona skierowana do dzieci i młodzieży, ale uwierzcie mi – nawet dorosły znajdzie w niej coś dla siebie. Nie raz po policzku spłynęła łza, nie raz ta opowieść poruszyła moje serce. Z pewnością wrócę do tej lektury, na mojej półce zajmie ona zaszczytne miejsce – tuż obok „Małego Księcia”. Uważam, że oto właśnie powstała kolejna ponadczasowa i wciąż aktualna historia.


niedziela, 26 marca 2017

Na nocnej zmianie - Pióra Falkonu - recenzja

Tytuł: Na nocnej zmianie

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 584

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Gatunek: fantastyka

Źródło okładki: www.fabrykaslow.com.pl



Konkursy literackie na opowiadanie fantasy były organizowane od lat. W tym roku jednak padł pomysł, by wydać antologię, w której znalazłyby się opowiadania laureatów. Początkowo miał to być format PDF, jednak inicjator czuł pewien niedosyt i zaczął się zastanawiać, czy to faktycznie jest to, czego chcieliby młodzi twórcy. Wiadomo, że lepszym wyjściem byłoby wydanie publikacji, która stanie na półce bibliotek i księgarń. I tak oto zrodził się pomysł, by opowiadania wydać w formie tradycyjnej. Powstała antologia „Na nocnej zmianie”.

Bardzo cieszę się, że Fabryka Słów podjęła się wydania publikacji. Plik PDF mógłby niestety zaginąć gdzieś morzu innych dokumentów, a tak mamy formę tradycyjną. I to był strzał w dziesiątkę – po pierwsze: większość z nas lubi kontakt z książką papierową (z zawodu jestem bibliotekarzem, więc wiem, co mówię), a po drugie: już na samym początku wspomnę, że treść jest genialna, i szkoda by było, gdyby nie został po niej trwały ślad.

Pierwsze co rzuca się w oczy, to wspaniały projekt okładki i ilustracja autorstwa Mateusza Kaczoruka. Rysunki będą się też pojawiać w trakcie lektury na początku każdego rozdziału.

Jak już wcześniej zostało wspomniane, opowiadania laureatów zostały wydane w formie zbioru opowiadań. Publikacja została podzielona na dwie części: w pierwszej znajdują się opowiadania laureatów, w drugiej – znanych i lubianych polskich pisarzy science fiction. Opowiadania są osadzone w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.

Po przeczytaniu wszystkich opowiadań okazało się, że debiutanci wcale nie odstają kunsztem od starych wyjadaczy. Każde z nich czytałam z zapartym tchem. Rzeczywistość, którą wykreowali autorzy, była dość często skomplikowana (Ekstrapolacja Marcina Przybyłka), niekiedy psychodeliczna jak w Dziewiątym poziomie Justyny Lech, w których bohaterka niczym alter ego Dantego w Boskiej Komedii schodzi na dno piekieł swojej osobowości:

Idzie w niemal całkowitej ciemności. Przed sobą widzi tylko słabą poświatę dochodzącą z jakiejść półprzymkniętej komory. Przeczuwa, co tam znajdzie. To już czas, ósmy krąg, ostatni przed kompletną integracją. (…) Sala jest niewielka. Ściany i sufit są wyłożone czymś przypominającym niebieskoszarą tkaninę. Dziewczyna dotyka jej i czuje, że materiał jest ciepły i lekko pulsujący, jakby był żywy. (…) Naprzeciwko niej stoi druga Kamila. Jej usta są umazane krwią i wykrzywione w błazeńskim uśmiechu. Spomiędzy warg wystają długie kły, na prawej dłoni nosi kastet. W lewej trzyma strzykawkę. (…) To ja – wygłasza Kamila, próbując zachować spokój. - To mój cień.

Dziewiąty poziom, Justyna Lech

Nie zbrakło również humoru (Emeryt Andrzeja Pilipiuka). Czasami mogliśmy zanurzyć się w przyszłość, w której ludzie stali się nośnikami pamięci i żyli niczym w Matrixie:

Nagle pliki zaczęły się zmieniać. Kopiowanie zostało przerwane, a litery układały się w nieokreślony kształt. (…) aż wreszcie szybko zmieniły się się w nieokreślony kształt, w oślepiająco jasną, białą kulę. Wszczepiarz patrzył jak zahipnotyzowany i próbował zrozumieć, co widzi. Nie zdążył. (..) Link krzyknął z bólu i instynktownie odłączył się od Wiru. Z jego nosa pociekła gęsta krew(...) Mężczyzna odczuwał intensywny ból z tyłu czaszki, w miejscu, w którym zostało wszczepione gniazdo.
Wszczepiarz Link Overdose, Tomasz Graczykowski


W trakcie czytania nie znalazłam żadnych rażących błędów. Redakcja Fabryki Słów trzyma poziom. Z tyłu zostały zamieszczone posłowie oraz spis treści.

Wydanie tej antologii było bardzo dobrym pomysłem. To wspaniały debiut dla konkursu Pióra Falkonu. Opowiadania są naprawdę genialne pod względem fabularnym. Zachęcam gorąco do przeczytania tej antologii. Myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

piątek, 24 marca 2017

Cesaria Evora – Elżbieta Sieradzińska. Recenzja.

 Autor: Elżbieta Sieradzińska
Tytuł: Cesaria Evora

Rok wydania: 2015

Liczba stron: 480

Wydawnictwo: Marginesy

Źródło okładki: www.marginesy.com.pl









Wizja „Evory – wielkiej gwiazdy”, podróżującej i robiącej karierę na świecie, jest tu nieobecna (…) Cesaria to przecież Cize, sąsiadka albo sąsiadka kuzynki. To ta pani, która urządzała sobie wieczorem przejażdżki samochodem i gadała z ludźmi przez okno. To ta, która kiedyś śpiewała w barach i kupowała pasteis, swoje ulubione paszteciki, od mojej znajomej. To nie wielka Cesaria, tylko znana wszystkim Cize. Wielki świat jest daleko. A ludzie są tu i teraz, w małym Mindelo.

                                                                                      Cesaria Evora, Elżbieta Sieradzińska



Chciałam zacząć od zacytowania fragmentu biografii, ponieważ wydaje mi się, że trafnie oddaje on charakter Cesarii Evory – skromnej kobiety o pięknym głosie. Z jej muzyką zetknęłam się po raz pierwszy w dzieciństwie, jednak niewiele z niej rozumiałam. Gdy wróciłam do niej rok temu, słyszałam w niej wesołe nuty, które jednocześnie były przepełnione bólem. Muzyką Cesaria opowiadała o swoim życiu.

Biografia autorstwa Elżbiety Sieradzińskiej wprowadza czytelnika w świat Wysp Zielonego Przylądka. Tam właśnie urodziła się i wychowała Cesaria Evora, która dla autorki była przyjaciółką, a nawet kimś więcej – siostrą.

Na kartach biografii zostało przedstawione życie piosenkarki. Wychowywała się w biedzie, przez długi czas była przez wielu niedoceniana. Zanim rozpoczęła światową karierę, śpiewała w barach, za darmo. Jej talent świat poznał bardzo późno - Evora była już wtedy dojrzałą kobietą. Pozostawiła po sobie nostalgiczne morny, które poruszają serca wielu i dziś. Niejednokrotnie kiedy wracam do tej biografii, w mojej głowie rozbrzmiewają zaraz nuty uwielbianego i znanego „Sodade”. Swoją skromnością i prostotą Evora podbiła ludzkie serca. Na scenę wychodziła boso, a sama o sobie mówiła: „Jestem po prostu Cesaria”.

W książce możemy znaleźć wiele niepublikowanych zdjęć. Biografię czyta się lekko. W trakcie lektury wyczuwałam bardzo silną siostrzaną więź między autorką a Cesarią. Nie raz się roześmiałam przy anegdotach (choćby przy tej o frytkach – Cesaria bardzo lubiła frytki), i nie raz zakręciła mi się łza w oku. Piszę o tym, ponieważ ta biografia jest bardzo emocjonalna. Nie są to suche fakty z życia, które niejednokrotnie możemy przeczytać w różnych publikacjach. To opowieść o miłości i muzyce. 

Z tyłu książki znajduje się posłowie, kalendarium, dyskografię oraz wyjaśnienia do przypisów pojawiających się w czasie lektury. Oprócz tego została zamieszczona mapka dzielnicy, w której mieszkała Cesaria Evora.

Zachęcam gorąco do przeczytania biografii.

niedziela, 12 marca 2017

"Sprawa Niny Frank" Katarzyna Bonda - recenzja

 Autor: Katarzyna Bonda

Tytuł: Sprawa Niny Frank

Liczba stron: 411

Rok wydania: 2015

Wydawnictwo: MUZA SA




 Każdej nocy przed zaśnięciem wyobrażam sobie, jak drżysz, gdy coraz mocniej zaciskam dłonie na twojej alabastrowej szyi. Wyraźnie widzę twoją piękną twarz wykrzywioną w grymasie bólu i czuję rozkosz. Jestem wtedy silny. Jestem Kimś. Panuję nad życiem i śmiercią. To takie podniecające. Już nic nie jest w stanie mnie powstrzymać.


"Sprawa Niny Frank" Katarzyna Bonda





Mocne prawda? Nie bez powodu Bonda została okrzyknięta Królową Polskiego Kryminału. Po przeczytaniu zachwalanego przez wszystkich „Pochłaniacza” postanowiłam sięgnąć po „Sprawę Niny Frank”. Trochę musiałam się naczekać – w Bibliotece ludzie ustawiali się po nią w kolejce. Wypożyczyłam ją z ciekawości i niestety troszkę się zawiodłam się zakończeniem, ale dlaczego, to napiszę Wam później.

W powieści poznajemy Huberta Meyera, który z zawodu jest profilerem – psychologiem śledczym. Jego zadaniem było rozwikłanie zagadki śmierci Niny Frank, uwielbianej serialowej aktorki.

W czasie śledztwa Meyer napotyka wiele trudności. Wraz z postępowaniem śledztwa poznajemy też środowisko celebrytów, które zostało tu przedstawione dość niepochlebnie. Wydawałoby się, życie bohaterki opierało się na graniu i wiecznym imprezowaniu. Jednak to okryta tajemnicą przeszłość bohaterki stanie się kluczem do ukończenia śledztwa i rozwiązania zagadki.



Książkę czyta się dobrze: język jest prosty, książka była pisana lekkim piórem. Jeśli chodzi o postacie, to są one niejednoznaczne, powiedziałabym wręcz wielowymiarowe. Sama fabuła wciąga, akcja jest dynamiczna. Wydaje mi się, że nawet bardziej, niż w „Pochłaniaczu”. Moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie zostały dodane dwa ostatnie rozdziały, ponieważ tak naprawdę niczego nie wnoszą, i niestety psują zakończenie dość dobrej powieści.

niedziela, 5 marca 2017

Peter V. Brett - "Malowany Człowiek: Księga I" - recenzja

Autor: Peter V. Brett

Tytuł: "Malowany Człowiek"

Seria: "Cykl Demoniczny"

Rok wydania: 2008

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Źródło okładki:www.fabrykaslow.com.pl












Swoją przygodę z „Cyklem Demonicznym' rozpoczęłam już dosyć dawno. W ogóle zaczęłam nieświadomie czytać od drugiego tomu. Dopiero później zorientowałam się, że to kontynuacja. Długo nie czekając, poszłam do biblioteki i przyniosłam pierwszą księgę „Malowanego Człowieka”. I to był strzał w dziesiątkę!

W tamtym czasie moje zainteresowanie wzbudzała demonologia i wszystko, co z nią związane. Malowany człowiek to opowieść o przenikaniu się dwóch światów: ludzi i demonów. Otchłańce są wielkim utrapieniem dla mieszkańców wioski leżącej blisko Potoku Tibetta. Za dnia mogą czuć się bezpiecznie, jednak gdy zapada zmrok, pojawiają się demony. Ludzie nie mogą ich zabić i by przeżyć, muszą się przed nimi chować i zabezpieczać domy magicznymi runami. Spokój przychodzi wraz z pierwszym promykiem słońca. Jego światło zapędza demony z powrotem do otchłani.

Mieszkańcem wioski jest młody zbuntowany Arlen, który głęboko wierzy w legendy o ludziach, którzy potrafią walczyć z demonami za pomocą runów. To skłania go do opuszczenia rodzinnej wioski. Chce, tak jak legendarni wojownicy, stawić czoła demonom i nauczyć się korzystania z runów ofensywnych.

Drugą kluczową postacią jest mieszkająca w Zakątku Drwali Leesha. Nie ma ona jednak łatwego życia. Nieustannie poniżana przez własną matkę, która do tego na siłę próbuje ułożyć jej życia, postanawia uciec i zamieszkać u znienawidzonej przez wszystkich wiedźmy – Bruny. Ta uczy Leeshę sztuki zielarstwa. Po pewnym czasie Leesha, podobnie jak Arlen, wyrusza w podróż, by w Wielkich Miastach nadal zgłębiać sztukę zielarstwa.

Jeśli chodzi o styl, nie znajdziecie tu wyszukanych zdań. Książka jest napisana językiem prostym, przyjemnie się ją czyta. Tłumacz naprawdę odwalił kawał dobrej roboty. Bardzo dobrze czyta mi się książki w przekładach Marcina Mortki.

Minusem mogą być długie opisy, które niestety bardzo spowalniają akcję. Choć jeśli ma być szczera, to pierwsza część jest moim zdaniem najbardziej dynamiczna z całej serii. W kolejnych tomach będzie się pojawiało bardzo dużo opisów nawiązujących do przeszłości bohaterów.

W ogólnej ocenie książka jest niezła. Ja osobiście przeczytałam ją dwa razy, ponieważ mimo drobnych usterek, fabuła mnie wciągnęła. Dlatego spokojnie mogę polecić „Malowanego Człowieka” wszystkim miłośnikom fantasy.

sobota, 18 lutego 2017

Anne Bishop – Córka Krwawych T. 1 Trylogii Czarnych Kamieni


 Autor: Anne Bishop
 Tytuł: Córka Krwawych

 Cykl: Trylogia Czarnych Kamieni (T.1)

 Rok wydania: 2008

 Liczba stron: 368

 Wydawnictwo: Intium

 Źródło okładki: www.intium.pl




„Córka Krwawych” Anne Bishop dość długo stała na mojej półce. Aż pewnego dnia postanowiłam się do niej zabrać. Zachęciła mnie do tego piękna okładka. Po lekturze mam dość mieszane uczucia, bo naprawdę fabuła miała potencjał. Tylko niestety w treść wkradła się przesada i, jak to zwykle bywa, wszystko zepsuła.

Autorka przed właściwą historią we wstępie przybliża czytelnikowi zasady funkcjonowania społeczeństwa Krwawych i opisuje hierarchię. Miejsce w niej wyznaczają kamienie – im ciemniejszy, tym większą ma moc.

W powieści Anne Bishop jest opisany mroczny i pełen przemocy świat rządzony przez kobiety. Najwyżej w hierarchii stoją w nim Czarownice. Mężczyźni stanowią dla nich rozrywkę: służą do zaspokajania ich erotycznych pragnień i spełniania fantazji. Jednym z nich jest Daemon.

Daemon budzi wśród miejscowych kobiet pożądanie, sam jednak żadnej z nich nie pragnie. Jest im podległy, jednak lubi bawić się nimi i igra z ich uczuciami. Jest to postać zimna i okrutna w każdym calu.


Pewnego dnia Tersa w swojej wizji widzi nową Królową. To Czarownica, która będzie posiadała większą moc niż sam Wielki Książę Piekła Saetan (szczerze mówiąc to postać, która wydawała mi się mało groźna jak na pełnioną funkcję – bardziej przerażał mnie Daemon). Owa czarownica pojawia się pod postacią dziewczynki o imieniu Jaenelle.

Opis autorki od razu pokazuje ją jako postać idealną pod każdym względem: że to dziewczynka o niezwykłej urodzie, przenikliwości oraz wrażliwości. Postać idealna do bólu, sztucznie wykreowana. Do tego wszyscy są świadomi, jak potężną ma moc i boją się jej. Każdy próbuje przeciągnąć ją na swoją stronę. Wszyscy oprócz jej najbliższej rodziny, która uważała ją za upośledzoną.

To, co wywołało mój niesmak w czasie lektury, to treść przesycona erotyzmem. To, czego można się spodziewać, to gwałty, przemoc i pedofilia. Zwłaszcza ta ostatnia, bo jak Daemon był nieodporny na wdzięki dojrzałych kobiet, tak pożądanie wzbudziła w nim dwunastoletnia Jaenelle. Oczywiście zacisnęłam zęby i ukończyłam lekturę, ale po drugi tom niestety już nie sięgnę.

Wątkiem wartym zainteresowania były relacje Saetan – Daemon – Lucivar. I to by było na tyle.

„Córka Krwawych” to też książka wymagająca od czytelnika cierpliwości. Fabuła jest bardzo zagmatwana i trzeba naprawdę mocno się skupić, żeby coś zrozumieć.

Autorka stworzyła mroczne dzieło na wskroś przesycone wulgarną erotyką. Za mało dla mnie było wyjaśnień, czym tak naprawdę jest Magia Kamieni. Konstrukcja postaci też niestety pozostawia wiele do życzenia: są one momentami papierowe i bardzo niespójne. Wiem, że są również miłośnicy Bishop, ale mnie niestety treść nie zachwyciła.

niedziela, 12 lutego 2017

Recenzja: Harry Potter i Przeklęte dziecko

Cykl o Harrym Potterze jest mi znany już od 9. roku życia. Potrafiłam czytać godzinami, trudno było mnie oderwać od lektury. Zatracałam się w świecie stworzonym przez J.K. Rowling i niejednokrotnie do niego wracałam (każdą z części przeczytałam w całości siedem razy).

Po wydaniu „Insygniów Śmierci” autorka powiedziała, że już nie wróci do tej serii. Fani doznali zawodu. Aż tu nagle po długiej przerwie pojawia się wiadomość, że powstanie ósma część przygód Harry'ego Pottera.

Z jednej strony ta informacja mnie ucieszyła, z drugiej – zrodziła obawy. Dobrze wszyscy wiemy, że reaktywowanie starych dzieł czasami nie wychodzi na dobre. Mimo moich wątpliwości, kupiłam tę książkę.





Nie liczyłam na zbyt dużo, bo przeczuwałam, że stary klimat z poprzednich części nie powróci. Zwłaszcza, że książkę wydano w formie scenariusza i czuć, że nie została ona napisana ręką Rowling.

Sama forma sprawia, że treść czyta się lekko i lektura nie zajmie Wam dłużej niż 3 – 4 godziny.

Jeśli chodzi o konstrukcję postaci, to jest się do czego przyczepić. I tu niestety wina leży po stronie autorów scenariusza, którym nie udało się w pełni oddać charakteru postaci. Odnosiłam wrażenie, że są oni inni niż w poprzednich częściach.

Bohaterowie zachowują się sztucznie. Nie pomagają też suche opisy scenografii i równie suche dialogi bohaterów. Ron momentami wydawał mi się przesadnie głupawy, a Malfoy przesadnie dobry. Jedyną postacią godną uwagi był młody Albus Potter.

Harry wpada w rutynę dorosłego życia. Stara się być dobrym rodzicem, ale ma problemy wychowawcze ze swoim synem. Konflikt Harry'ego i Albusa wywoła lawinę katastrofalnych zdarzeń dla świata czarodziejów.


 


Jeśli chodzi o fabułę, to jest ona bardzo przewidywalna. Ośmielę się użyć słowa „oklepana”. Powrót do przeszłości, by kogoś uratować, jest dość znanym zabiegiem w literaturze. Już wcześniej pojawił się trzeciej części - „Harry Potter i Więzień Azkabanu”.

Zabrakło mi klimatu Hogwartu. Czuć, że nie jest to ten sam świat z powieści J.K. Rowling. W scenariuszu zabrakło emocji bohaterów. Po lekturze zatęskniłam do starej serii. „Przeklęte dziecko” traktuję raczej jak adaptację niż kontynuację. Moja ocena to 3.